Asset Publisher Asset Publisher

Co rok to nowe szaty

„Iglasty przebieraniec” – tak najczęściej określa się modrzew. Niby iglak, a jednak na zimę zrzuca cały swój przyodziewek, zupełnie jak liściaści kuzyni.

Jak twierdzą autorzy monografii o tym gatunku, ponoć poświęcono mu największą liczbę prac naukowych, a „wynika to zapewne nie z gospodarczego znaczenia modrzewia, lecz z emocjonalnego stosunku człowieka do tego drzewa, które wspaniałą sylwetką i piękną barwą liści wzbudzało zawsze sympatię”. Sama nazwa gatunku, jak wskazują językoznawcy, wywodzi się od słów „modry”, „siny”, „ciemnoniebieski”. Nieprzypadkowo. Jego igły mają od spodu dwa cienkie niebieskie paski, co nadaje im modry odcień.
  Modrzew to jedyne rodzime drzewo iglaste, które jesienią gubi igły – a zanim opadną, przebarwiają się na żółto.

Gatunek należy do rodziny sosnowatych, a w tej familii najbliżej mu do daglezji. Ich dosyć bliskie pokrewieństwo i wspólnego przodka potwierdzono licznymi badaniami molekularnymi.

Na teren dzisiejszej Europy Środkowej przywędrował przez Europę Zachodnią z Azji, której północno-wschodnia część do dziś jest centrum zróżnicowania wielu gatunków. Przetrwał plejstoceńskie wahania klimatu, by później – wraz z sosną i brzozą karpacką – tworzyć zwarte lasy. Jest to drzewo preferujące chłodniejszy klimat i górskie warunki. Na Starym Kontynencie swoimi wpływami objął Alpy, w Polsce naturalnie występuje w górskich lasach w Tatrach, Sudetach czy Beskidach, choć przez długi czas chętnie sadzono go także w nizinnej części kraju.

W Polsce naturalnie występuje jeden gatunek – modrzew europejski. Modrzew polski, co do którego przez długi czas trwały spory czy jest gatunkiem,  obecnie uznawany jest za ekotyp, podobnie jak odmiana sudecka czy rasa tatrzańska. Różnorodność ekotypów wynika z bogactwa warunków, w jakich rośnie modrzew europejski.

Trudno dziś określić, ile i jakiego modrzewia występuje w naszych lasach, ponieważ w „Raporcie o stanie lasów w Polsce” ujmowany jest łącznie z sosną zwyczajną. Wiadomo jednak, że od dziesięcioleci nie ma go zbyt wiele, o czym świadczą o tym dane sprzed lat. W połowie XX wieku lasy z jego udziałem obejmowały około 2 proc. powierzchni.

Światłoczuły

Wszystkie współcześnie znane gatunki modrzewi – jest ich dziesięć – łączy jedna cecha: światłolubność. Doskonale rosną w blasku słońca i nie służy im cień rzucany przez sąsiadów. Dlatego poza górami nie tworzą zwartych drzewostanów – w lasach liściastych jest im po prostu zbyt ciemno.

    Przy jednym z wiedeńskich placów (Stock im Eisen-Platz, co dosłownie znaczy „kij w żelazie”) przez szklaną osłonę można podziwiać martwy pień modrzewia. Przez lata początkujący rzemieślnicy, po wniesieniu opłaty, wbijali w pień jeszcze żywego drzewa specjalny gwóźdź – symbol rozpoczęcia przez nich pracy oraz mający zapewniać pomyślność w interesach.

Mimo że modrzew łatwo się obsiewa i ma dużą tolerancję na warunki termiczne czy glebowe (chociaż preferuje gleby głębokie i przewiewne), to wymogi świetlne sprawiają, że przegrywa konkurencję z innymi gatunkami. Zajmuje siedliska wtedy, gdy warunki klimatyczne lub duże pożary eliminują rywali. Jest gatunkiem pionierskim, pojawiającym się wraz z brzozą i sosną na terenach otwartych.

Tym, co jeszcze łączy wszystkie modrzewie, jest zrzucanie na zimę igieł-liści – utrzymują je tylko roczne siewki. Wprawdzie inne iglaki też wymieniają igły, ale robią to co kilka lat. I tak sosna zwyczajna pozbywa się igieł co 3–5 lat, świerk co 5–7 lat, a jodła co 8–11 lat. Poza tym to proces jest niezwiązany ze zmianą pory roku i drzewa nigdy nie gubią ich wszystkich naraz oraz sukcesywnie uzupełniają ubytki.

Duże wymagania świetlne wynikają z niewielkiej powierzchni liści. Mimo zamiłowania do chłodnego klimatu liście nie są przystosowane do przetrwania zimowych warunków, są delikatne, miękkie, pozbawione grubej kutykuli i woskowej ochrony. Zrzucając igły, drzewo chroni się przed parowaniem wody, w czasie gdy zmrożona gleba utrudnia jej pobór, a mróz mógłby uszkodzić delikatne tkanki.

Niby takie same

Różnorodne warunki klimatyczne i ekologiczne, w jakich występuje modrzew europejski, sprzyjały powstawaniu lokalnych ras i wielu ekotypów. Wśród modrzewi europejskich najbardziej zróżnicowany jest ten sudecki, a najmniej alpejski. Nawet wśród gatunku europejskiego, w zależności od koloru kwiatów, wielkości szyszek czy kształtu łusek, wyróżnia się różne formy. Może mieć on kwiaty od czerwonych przez zielone, żółte i różowe, aż po białe.

W Polsce modrzew europejski naturalnie rośnie jedynie w Tatrach – do 1550 m n.p.m. – chociaż dawniej tworzył bory wspólnie ze świerkiem oraz limbą. Zdecydowanie mniejsze wysokości preferuje modrzew polski, spotykany przede wszystkim na pogórzu i niżu, gdzie tworzy niewielkie zwarte zagajniki lub występuje jako domieszka.

Na odrębność modrzewia polskiego, a dokładnie okazów porastających Górę Chełmową, pod koniec XIX wieku zwrócił uwagę prof. Marian Raciborski, wybitny botanik i jeden z pierwszych w Polsce paleobotaników, dopiero prawie trzy dekady później zostały one opisane we „Florze Polski”. Modrzew polski różni się od europejskiego między innymi grubą, mocno spękaną, płytkowo łuszczącą się, czerwonobrunatną korą. „Europejczyka” początkowo jest zielonobrązowa, a z wiekiem staje się ciemnobrązowa. Drzewa obu gatunków osiągają w Polsce imponujące rozmiary, gdyż dorastają nawet do 45 m i mają smukłe, stożkowate korony. I, co podkreślają autorzy opracowań na ich temat, szczególnie w młodości są to drzewa szybko rosnące.

W monografii gatunku prof. Adam Boratyński zwrócił uwagę, że rosnący w Górach Świętokrzyskich modrzew „znacznie wcześniej (…) znany był leśnikom”, jako drzewo szybko rosnące i dające cenne drewno zalecany był do sadzenia już na przełomie XVIII i XIX wieku. I był to pierwszy gatunek, który zaczęto uprawiać na dużą skalę. W połowie XVIII wieku Wydział Dóbr i Lasów Rządowych wydał zarządzenie o zbiorze nasion i ich dystrybucji na teren całego Królestwa Polskiego. Duże zainteresowanie modrzewiem polskim powróciło po II wojnie światowej, gdy poszukiwano gatunków szybko rosnących. Intensywne nasadzenia utrudniły później ustalenie jego naturalnego zasięgu. Ostatecznie uznano go za ekotyp, dobrze przystosowany do lokalnych warunków. Naturalnie występuje w Tatrach, Górach Świętokrzyskich i środkowej części Beskidu Niskiego.

Ciekawym epizodem w historii modrzewia w Polsce są te z Barwinka. Jak wspomina Edward Marszałek w „Balladach o drzewach”, okazy te wycinano od stuleci – budowano z nich okoliczne świątynie i dwory. Jednak największa eksploatacja nastąpiła na przełomie XIX i XX wieku. W końcu okoliczni mieszkańcy interweniowali u władz. W 1933 roku prezydent Polski „uznał drzewostan za zabytek podlegający Ministerstwu Kultury i Sztuki”. Był to wówczas jeden z ośmiu takich obiektów chroniących reliktowe stanowiska modrzewia w Polsce. Obecnie obszar ten, porośnięty mniej więcej dwustoma modrzewiami, stanowi rezerwat przyrody Modrzyna.

Ucieczka z nizin

Dr hab. Marcin Dyderski z Instytutu Dendrologii Polskiej Akademii Nauk w raporcie przygotowanym przez swój zespół ostrzega, że w wyniku zmiany klimatu modrzew będzie jednym z czterech ważnych dla gospodarki gatunków iglastych, które utracą ponad połowę swojego obecnego optimum klimatycznego.

Według naukowców modrzew, podobnie jak sosna, jodła i świerk, w większej skali pozostanie głównie w górach i na Pomorzu. Ich wycofanie się z nizin nastąpi w ciągu kilku dziesięcioleci. W jednym z wywiadów dr Dyderski podkreśla, że jako gatunek pionierski modrzew może razem sosną i brzozą, wykorzystywać krótkotrwałe okna pogodowe. „Jeżeli na jakimś obszarze las zostanie nagle zniszczony – czy to przez pożar, czy huragan – to przez pewien czas wspomniane gatunki będą mogły się tam pojawić, wykorzystywać krótkie okno możliwości, które się otworzyło. Natomiast jeżeli chodzi o planowe działania, to może być z tym problem”.

Zagrożeniem dla rodzimego modrzewia jest także modrzew japoński, którego ojczyzną jest wyspa Honsiu – gatunek odporny na choroby, lepiej znoszący zacienienie i mniej wymagający. Wprowadzony w połowie XIX wieku do Europy był ceniony za odporność na choroby nękające jego pobratymców, między innymi raka modrzewiowego. Jak podają niektóre źródła, w polskich lasach gatunek pojawił się po II wojnie światowej. Po latach okazało się, że przybysz z Japonii z dużą łatwością krzyżuje się z rodzimym modrzewiem europejskim, dając mieszańca, czyli modrzew eurojapoński, którego liczne okazy nadal występują na Pomorzu. Jak podaje prof. Jakub Tomanek w „Botanice leśnej”, po raz pierwszy wyhodowano go w 1900 roku w Szkocji, a do Polski trafił w połowie ubiegłego wieku, obecnie można go obejrzeć w lasach doświadczalnych SGGW w Rogowie.

W monografii gatunku prof. Andrzej Grzywacz, specjalista w zakresie fitopatologii roślin, podkreśla, że przez lata „pozytywne oceny jakości drewna modrzewiowego zostały dość bezkrytycznie przeniesione (…) na odporność drzew w stosunku do czynników chorobotwórczych”. A jak się okazuje, lista grzybów atakujących modrzewie liczy kilkadziesiąt gatunków. Do jednych z najpoważniejszych chorób należy opadzina modrzewia, która atakuje igły, rak, który jest wywoływany przez grzyba o wdzięcznej nazwie filcóweczka pasożytnicza.

Solidny fundament

Wyjątkowe właściwości modrzewiowego drewna, stały się „początkiem jego końca”. Już Edward Pohlens, jeden z najwybitniejszych leśników w Kongresówce, w swoim podręczniku leśnictwa z końca XIX wieku podkreślał wyjątkową wszechstronność drewna tego gatunku. I zalecał „rozmnażanie i sadzenie wszędzie tam, gdzie grunt jest odpowiedni”.

Drewno – ze względu na swoje właściwości techniczne – było cennym surowcem. Jak wspomina w książce „Ballady o drzewach” Edward Marszałek, modrzewie z Barwinka wycinano niegdyś dla „uzyskania budulca na dwory i kościoły, gdyż drewno modrzewiowe trwałością przewyższa wszystkie inne gatunki”. Modrzewie pozyskiwano do budowy kościołów, siedzib, elementów mostów czy statków.

Do dziś można podziwiać średniowieczne kościoły w Bliznem i Haczowie, podkarpackich wsiach, oraz niedaleki dwór w Trześniowie. I jak możemy przeczytać we wspomnianej książce Edwarda Marszałka, z miejscowego modrzewia wybudowana była również cerkiew w Barwinku, którą podczas II wojny światowej spalili Niemcy. Przykładem użycia modrzewiowego drewna jest także XVI-wieczny kościół św. Filipa i Jakuba we wsi Sękowa położonej w Małopolsce. Obiekt ten niemal 20 lat temu został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako zabytek architektury drewnianej unikatowy na skalę europejską.

Również modrzew, wraz z dębem i olchą, stał się podstawą do budowy fundamentów Wenecji. Słynne włoskie miasto dzięki milionom pali wbitych w muliste podłoże uzyskało stabilną podstawę, gdyż drewno modrzewia jest trwałe i odporne na wilgoć. Z czasem w beztlenowym środowisku jego drewno ulega petryfikacji, czyli skamienieniu.

Ciekawą właściwością, jaką wykazuje modrzewiowe drewno, jest przewodzenie fal radiowych. Dlatego w dobie rozwoju radiofonii chętnie stosowano go do konstrukcji wież. Jedna z nich, gliwicka, licząca ponad 111 m, do dziś stoi i jest wpisana na listę zabytków.

Zastosowanie znalazła również żywica modrzewiowa, która była wykorzystywana do produkcji terpentyny weneckiej, zwanej też balsamem modrzewiowym. Ciecz ta o gęstej konsystencji i miodowej barwie przez wieki była używana przez malarzy do ulepszenia farb. Ponoć stosowali ją słynni XVII-wieczni malarze Rubens i Rembrandt. Do XIX wieku terpentyna ta bywała także wykorzystywana jako składnik lekarstw, przeważnie maści i okładów, między innymi na odmrożenia, stosowanych przy egzemach i owrzodzeniach, a także jako lekarstwo na gruźlicę i inne choroby płuc.

Modrzew miał duże znaczenie w obrzędowości. I tutaj również manifestuje się jego podwójna natura. Wierzono, że w modrzewiu zaklęte są dusze osób, które nie zmarły śmiercią naturalną. Jednocześnie dla Słowian był symbolem odnowy, młodości i urody. Sadzono go przy miejscach kultu, gałązki wplatano do wianków dożynkowych i wykorzystywano do tworzenia bram weselnych.